niedziela, 16 października 2011

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki "zatem wybieraj mój diabełku rodzaj"

fot. Michał Kobyliński, stąd

W piątek był Tkaczyszyn-Dycki najnowszy, dziś będzie nieco wcześniejszy. Kawałek po raz pierwszy opublikowany został w zbiorze Daleko stąd zostawiłem swoje dawne i niedawne ciało z 2003 roku (ja cytuję z Oddam wiersze w dobre ręce).

CCXVII.

zatem wybieraj mój diabełku rodzaj
perwersji czynnej biernej i nie pytaj
o siedlisko duszy ani o siedlisko
rozkoszy której nie znajdziesz w salonie

masażu pytaj raczej o mnie i o moje siedzisko
albowiem tylko mój punkt siedzenia
może cię doprowadzić do punktu zbawienia
liczy się ponadto nie tylko mój punkt

siedzenia zbawienia ale i punkt szczytu
wszystko razem wzięte daje nam gwarancję bytu

piątek, 14 października 2011

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki "dokarmiam wszystkie wyimaginowane"

Dycio na festiwalu Poznań Poetów 2009, fot. Maciej Kaczyński, stąd

Koniec wakacji, koniec lata, jesień, czuć poezję w kościach. Nowy sezon na Sfereo i nowy Tkaczyszyn-Dycki. Imię i znamię (Biuro Literackie) to dalsza część poematu, który Dycio pisze od lat, bo oczywiście opowieści tej nie dało się zamknąć w zeszłorocznym zbiorze.

XVI.

dokarmiam wszystkie wyimaginowane
psy i zwracam sobie wolność
na wolności również wyprowadzam
i dokarmiam wszystkie obce

i nieobce sierściuchy których nikt nie chciał
lecz nie stwarzam im domu (oprócz
wiersza) obecne i nieobecne w które nikt
nie wątpił (tym bardziej ja nie będę

przed nimi uciekał) dokarmiam więc
wszystkie wyimaginowane psy
lecz nikogo do siebie nie dopuszczam
oprócz jednego małego zaropialca



XVII.

dokarmiam wszystkie wyimaginowane
psy lecz nie zabieram im resztek
(oprócz wiersza) i nawet dla siebie
nie stwarzam domu choć mógłbym

napisać ciąg dalszy piosenki o zależnościach
lecz nie zabieram im resztek (prócz
wczorajszych i dzisiejszych wierszy)
niczego innego nie posiadając

dopóki dopóty nie zgłosi się do mnie
ów zaropialec (będziemy w zgodzie wielkiej
jeść smalec) dokarmiam wszystkie
psy obecne i nieobecne których nikt

nie oglądał i nie doglądał choć właśnie
o tym chciałbym napisać parę piosenek
dopóki dopóty mój mały zaropialec
nie znajdzie sobie drugiej burej suki

sobota, 23 lipca 2011

Elizabeth Bishop "Zatoka"


W najnowszym dwutygodniku ukazał się (jakże spóźniony!) artykuł Elżbiety Wójcik-Leese na setne urodziny Elizabeth Bishop (1911-1979). Zachęcam do lektury, a na Sfereo wspominany w nim kawałek The Bight.

Zatoka 

Sobie na urodziny

Przy odpływie, takim jak teraz, jaka ta woda przejrzysta.
Kruszące się grzbiety marglu wystają z niej, jarzą się biało,
łodzie są suche, pale suche jak zapałki.
Raczej wchłaniając niż dając się chłonąć,
woda w zatoce niczego nie zwilża, ma barwę
gazowego płomienia, skręconego prawie do zera.
Noc czuje jej przemianę w gaz; gdyby się było Baudelaire’em,
ucho słyszałoby pewnie jej przemianę w dźwięki marimby.
Pogłębiarka o barwie ochry, pracująca u wylotu doku,
stuka już suche, bezbłędne, kastanietowe synkopy.
Wielkość ptaków – nadnaturalna. Pelikany – tak mi się zdaje –
spadają w ten osobliwy gaz z niepotrzebnym impetem,
jak uderzenia kilofów, i rzadko
wzbijają się z konkretnym efektem swego wysiłku w dziobie,
aby odlecieć w dal, komicznie robiąc łokciami.
Czarno-białe ptaki zwane fregatami szybują
na nieuchwytnych prądach powietrza, rozwierając
przy zakrętach nożyce ogonów, lub prężąc je tak, że aż drżą
jak rozrywany w palcach kurczęcy obojczyk.
Wracają, ze swoją stęchłą wonią, łodzie poławiaczy
gąbek, o gorliwej manierze aportujących psów, najeżone,
jakby ktoś grał na nich w bierki, sterczącymi w różnych kierunkach
ościeniami i bosakami, przystrojone frędzlami gąbek.
Na ogrodzeniu z siatki ciągnącym się wzdłuż przystani,
suszą się, pobłyskując jak małe lemiesze,
szaroniebieskie płetwy rekinów: surowiec
poszukiwany przez chińskie restauracje.
Niektóre z białych żaglówek wciąż piętrzą się jedne na drugich
albo leżą na brzegu na powgniatanych bokach, niepewne,
czy da się je naprawić po ostatnim katastrofalnym sztormie:
rozdarte koperty listów, na które nikt nie odpisał.
Stare korespondencje zaśmiecają zatokę.
Pyk. Pyk. Pyka pogłębiarka
i podźwiga kapiącą paszczękę, napchaną kęsami marglu.
I dalej trwa niechlujna krzątanina,
okropna ale pełna otuchy.

Stanisław Barańczak

poniedziałek, 4 lipca 2011

Lista przebojów (lipiec 2010 - lipiec 2011)


Rok temu blogger udostępnił swoim użytkownikom opcję przeglądania statystyk.
Dzięki temu mogę zabrnąć dalej w moją quasi-radiową konwencję i wyemitować listę przebojów Sfereo, czyli 10 najczęściej czytanych słuchanych wierszy w ciągu ostatnich 12 miesięcy:


10. Stanisław Barańczak, Gdzie się zbudziłem


9. Miron Białoszewski, Zaznaczam: mogłem sie przesłyszeć


8. Jarosław Iwaszkiewicz, [ Pogoda lasu niechaj będzie z tobą ]


7. Józef Czechowicz, ta chwila


6. Roman Honet, dzrwi dziecinnego pokoju


5. Julian Tuwim, Czterdzieści wiosen


4. Andrzej Sosnowski, zabawy wiosenne


3. Andrzej Sosnowski, Wiersz dla czytelnika


2. Julian Przyboś, Chwila


1. Paul Celan, Fuga śmierci

środa, 22 czerwca 2011

Joanna Lech "Dopiero wtedy"

Wiersz spóźniony, bo mamy już lato, żaden tam marzec, a poza tym moje niedawne odkrycie Nawrotów Joanny Lech (ur. 1984 r.) należy uznać za karygodny poślizg. Tomik wydała WBPiCAK w zeszłym roku.

Dopiero wtedy

wszystko się skończy. Blizny na dobre zarosną. Ciepło wybije nas
z rytmu i wejdzie do kości. Zobacz, ten sen przyniesie nam odwilż;
w usta wgryzie się dym i przetnie język. Musisz wymyślić nowy.
Inaczej zostaną tylko te resztki, spalone wersy. Odłamki. Zobacz;
ziemia tli się w tych skrawkach, pęcznieje, aż zapadają się stopy.

Wiatr nawiał iskry i liście drgały od rosy. Widocznie już niosłam
w sobie niepokój; jak dziecko, rosnące pod sercem, podczas,
gdy marzec zamieniał się w rozpacz. Tak ładnie pękało wszystko:
ulice i niebo, nasze ciała sklejone śliną. Błyski cięły powietrze
jak papier, krew wypływała z łodyg. Pomyśl, ten sen przyniesie

nam odwilż. Zamknij oczy i zobacz; wilgoć wsiąka we wszystko.
Słowo rozcina skórę. Ziarnko wypada z ust.

sobota, 18 czerwca 2011

Edward Pasewicz "Pałacyk Bertolta Brechta (2)"

obraz Radosława Szlagi Krzyżacy

Wiersz z cyklu Pałacyk Bertolta Brechta z najnowszego tomu Edwarda Pasewicza o tym samym tytule (wydawnictwo EMG). Cyklów jest cztery (albo pięć) i według ich porządku należy chyba czytać tą książkę. Przynajmniej tak mi to wchodzi. Nie wiem dlaczego.

Pałacyk Bertolta Brechta (2)

Ilonie Jakubowskiej

Oni wszyscy wyszli z oceanu (ty zresztą też),
jak na komendę (SIEG!) odwrócili się i kreślili na falach,
jakby to były kartograficzne płachty, mapy i mapy map.
I ja ci to opowiadam, czując, że mi w kąciku ust
nie zaplątał się strzep makaronu z lazanii,
ale ich trupie dzienniki i oznaczenia, przypisy i marginesy
upstrzone prośbami o godną śmierć w śniegu.

Co roję sobie, gdy unoszę widelec do ust, miasto
ze spojrzeń topielców utkane tak zręcznie,
że się mu wierzy, chociaż obaj wiemy, że to tylko
rolki wśród rolek się kręcą i nęcą, by w wir wpadło
wszystko? Śmiech? Mit, że gdy z map strząsną pył,
to na białej kartce pojawi się ta jedyna, świetlista
i pewna jak ból brzucha po sutym obiedzie?

Nie wiem i nie będę wiedział, to zdanie mnie zdradza,
złożone w sobie z niewypowiedzianych zdań; wiem,
że gdy robisz krok lub gdy palec zginasz,
rodzi się nowy świat i nie opiszesz go, ani ty ani ja,
chyba że, kochanie, za opis weźmiemy brak.

Andrzej Sosnowski " biegnę do ciebie i tak błogo się rozpadam"

Miałem trochę wystopować z Sosnowskim na Sfereo, dać Wam – drodzy słuchacze – odetchnąć (szczególnie Tobie, Tomasz), ale dziś ogłoszono laureatów szóstej edycji Nagrody Literackiej Gdynia i „Nagrodę Osobną” zgarnął właśnie autor poems. Także sami rozumiecie.

*

biegnę do ciebie i tak błogo się rozpadam
mój profil ładnie świeci i miota się w sieci
trafne przerzuty z nieświadomych węzłów
chłonnych składni wypromieniowanych
w czerniach ekranu są jak naciek widm
tkanek mar i rdzawy krzyk w polimerach
nekromycyna i neantyzyna siostro
gdy gustaw digimorfuje w konrada
w blaskach acetonu i poświatach próżni
dalsze mutacje bez iluminacji
konrad jowisz sens na małą skalę
halo ale ale
jeszcze detale
w oryginale