wtorek, 4 maja 2010

Józef Czechowicz "ta chwila"


Po kiego diabła poeci rezygnują z interpunkcji w swojej twórczości? Tym problemem zajmiemy się dziś w studio. Głos oddajemy profesorowi Michałowi Głowińskiemu: „W ich twórczości (...) jakże często rezygnacja ze znaków przestankowych jest tylko manierą, za którą nie kryją się głębsze sensy. A rezygnacja ta musi być poetycko umotywowana, trzeba być świadomym korzyści, jakie z niej płyną dla budowy i znaczenia poematu”. A zostawiając większość, może przykład jakiegoś poety, u którego brak interpunkcji pełni właśnie jakąś istotną fukcję? „Czechowicz potrafił z niego wyciągnąć konsekwencje: nie jest to ozdobnik czy ukłon w stronę mody, ale jeden z czynników organizujących tę poezję, a także – jeden z komponentów jej oryginalności”. Dobrze, puśćmy więc jakiś kawałek Czechowicza. Niech to będzie coś z tomiku Nic więcej z 1936 roku. Mamy tu pewien potok słów... „Głównym celem usunięcia interpunkcji jest spotęgowanie wieloznaczności wiersza. (...) Czytelnik nie jest tu biernym odbiorcą, ale współuczestnikiem procesu twórczego, który dokonuje wyboru wśród tych możliwości, jakie stworzył dla niego poeta”. Dziękujemy panu profesorowi. Ze swojej strony pragniemy jeszcze zwrócić Państwa uwagę na kolory. Do następnego!


ta chwila


ręko smagła otwórz okno z podwórka utocz
i nalało się jak w dzbanek soku godzin zimnych
oddech gęstwin równomierny deszczu tupot
przyśpiew rynny

to jest w kuchni dom na pradze niedaleko remiz
tramwajami co za czerwień ulice się dławią
a zły odblask bije po zorzach kamiennych
i deszcz i deszcz i deszcz i deszcz i deszcz

oczy patrzcie senna topiel szyby w siwym deszczu
tęczy szabla kropel magia chmur ciężkie delfiny
upadają na twarz ziemi cieniem wieszczym
srebrnym hymnem
srebrnym hymnem deszcz i deszcz i deszcz i deszcz



Głowiński M., Kunszt wieloznaczności, w: "Pamiętnik literacki" 1970, z. 3, s. 129-141.

poniedziałek, 26 kwietnia 2010

Piotr Sommer "Niedyskrecje"


Festiwal poetycki „Port Wrocław” w ciągu piętnastu lat urósł do rangi chyba najważniejszejgo wydarzenia tego typu w Polsce. Tym bardziej nagrody rozdawane podczas imprezy zdają się być istotnie prestiżowe. W sobotę poznaliśmy laureata tegorocznej statuetki Silesius za całokształt twórczości. Został nim Piotr Sommer, jeden z moich Mistrzów. Doskonała okazja na wpis.
W zeszłorocznym tomiku poety Dni i noce znalazł się wiersz zatytułowany Ulubione kawałki. Puszczę więc jeden z takich. Pochodzi on z kultowego Czynnika literackiego z 1986 roku. Jako że mój blog miał w pewnym sensie naśladować radio, chciałoby się rzec: „Przed Państwem nieśmiertelny przebój Piotra Sommera”.


NIEDYSKRECJE


Gdzie jesteśmy? W ironiach
których nikt nie chwyci, krótkotrwałych
i nieakcentowanych, w trywialnych pointach
które kwintują metafizykę niedorzecznym
detalem, w piątku, co wypada
na piątego listopada, w mnemotechnice dni.
Można dać przykład i można to przyjąć
na wiarę, kocią łapę na gardle.

I lubi się jeszcze pewne słowa i te, za przeproszeniem,
składnie, które udają, że coś je ze sobą łączy.
W tych międzysensach zawiera się cały człowiek,
włazi tam, gdzie widzi trochę miejsca.

wtorek, 20 kwietnia 2010

Julian Tuwim "Czterdzieści wiosen"


Julian Tuwim (1894 - 1953) nie zgadzał się z myślą, iż to metafora jest zasadniczym elementem poezji lirycznej. Według Skamandryty najważniejszy miał być rytm.
"Słowa istnieją same przez się i dla siebie samych, a nam pod ich dźwięki, jak pod nuty, wpisywać wolno teksty uczuć i obrazowań, albo też chłonąć samą eufonję, której składniki alliteracyjne narastają na przebiegu rytmicznym wiersza, dając w rezultacie dwuwymiarowe zdarzenie estetyczne. "Sens", "treść" - te czynniki byłyby wymiarem trzecim. Naszą dźwiękową apercepcję każdego utworu poetyckiego dałoby się tedy przedstawić w trzech etapach. Pierwszy, to sama linja rytmiczna jakiegoś faktu poetyckiego. (...) Drugi, to płaszczyzna, która powstaje przez ruch linji. Uruchamia ją zjawienie się grup dźwiękowych, obrastających ją niejako zestrojem samogłoskowych i spółgłoskowych pierwiastków. (...) Wreszcie etap trzeci, gdy dwuwymiarową płaszczyznę glossolaliczną wprawia w ruch czynnik treści".

Źródło:
Julian Tuwim, Atuli mirohłady, w: "Wiadomości literackie" 1934, nr 31 (558), s. 3.



CZTERDZIEŚCI WIOSEN


Wezbrało czterdzieści wiosen
Jak czterdzieści zielonych rzek
W jeden prąd, w jeden nurt, w jeden bieg,
I porwało rozrosły mój wiek.

Czterdzieści huczących wiosen,
Spienioną powódź młodości
Śpiewającą majowym głosem,
Wzdęte łożysko miłości
Niesione wiosennym patosem
Z korzeniami drzew,
Z odłamkami strzaskanych wioseł,
Z dartą na strzępy grzywą,
Którą na stracenie
Dał wiośnie jakiś srebrny rozbryzgany lew,
I zielony chaos leśnych trzew,
Rwanych wesołym wichrem krwi nieposkromionej
(Zielona, smolista krew!),
I pnie, jak kły wyrwidębów, i wykroty,
Strugi, strumienie, wiry i zawroty -
Wszystko, wszystko
Na grzbiecie fal
Wezbranych czterdziestu wiosen,
Tańcząc jak łódka na morzu, zdębionych
Ostrogami jednego pragnienia,
Wszystko, wszystko
Jednej ciemnej chwili niosę,
Jednej chwili, wyciśniętej z rdzenia
Moich czterdziestu wezbranych wiosen.


P.S. Wiersz pochodzi z tomiku Treść gorejąca z 1936 roku.

środa, 14 kwietnia 2010

Julian Przyboś "Chwila"


Julian Przyboś (1901-1970) został zapamiętany jako wybitny przedstawiciel Awangardy Krakowskiej oraz mistrz metafory. I tę rzeczywiście frapującą metaforykę widać doskonale w przytaczanym dziś kawałku. Zwróćcie uwagę, na jakiej zasadzie te obrazy zostały zbudowane i jak się ze sobą łączą. Jeszcze jedna rzecz. Uważa się, iż Awangardzisći tworzyli poezję „do czytania”, co podkreśla tym bardziej opozycję do Skamandrytów, poetów brzmiących raczej. Jednak Przyboś w tym wierszu realizuje pewną wyraźną muzyczność. Słychać to przede wszystkim w pierwszej strofie.
Utwór pochodzi z tomiku W głąb las z 1932 roku.


CHWILA


Leżę opryskany jaskrami na trawie.
Jak jętki drgają nad stawem rojne iskry upału.

Spoglądnę, ze wzroku rozwinę
kwiat : dmuchawiec
w błękit się wzbija.

W powiewie zapachu
ginę
i jednodniowy mijam.

środa, 7 kwietnia 2010

Paul Celan "Piętno"


Czyżby rodziła się "moda" na Celana? Kiedy bardzo niedawno temu zapoznano mnie z jego twórczością, czułem, że odkryłem Amerykę. Tymczasem obok mnie, kawałki poety puszczał ostatnio kolega Zekas na swoim blogu. Jakkolwiek najbardziej zaskoczono mnie właśnie dziś. Przyznam, że zaszedłem do empiku celowo, z nadzieją, iż na swoim miejscu leży już świeży numer "Literatury na Świecie". Cóż za niespodzianka! Zgadnijcie nad czym pracował ostatnio zespół Piotra Sommera. Tak. Na okładce widnieje nazwisko Celana, obok austriackiej pisarki, Ingeborg Bachmann. Oprócz całkiem sporego wyboru wierszy, w nowym "LnŚ" opublikowano ponadto słynną mowę poety z okazji otrzymania Nagrody Georga Büchnera, korespondencję z żoną, czy szkice śledzące znajomość Celana z Bachmann (oparte m.in. również na listach), jeszcze kilka innych rzeczy. Chwileczkę. Miłość Celana i Bachmann? Czeka mnie dziś kawał ciekawej lektury.
A co z tą "modą"? Może takiemu niedowiarkowi jak ja ciężko będzie w to przyjąć, ale coś wisi w powietrzu. Cieszymy się (mimo wszystko).
Puszczam jeden z kawałków Paula Celana z najnowszej "Literatury na Świecie" (nr 1-2/1010). Tytuł oryginału brzmi Brandmal.


Piętno


Leżeliśmy już bez snu, bo w zegarze smutku,
i zginaliśmy wskazówki jak różdżki,
i odskakiwały, biczowały czas do krwi,
i mówiłaś rosnącym półmrokiem,
i dwanaście razy rzekłem "ty" do nocy twoich słów,
i ona się otwarła, tak została,
i do jej łona przytknąłem oko, drugie wplotłem ci we włosy,
i oba związałem lontem, otwartą żyłą,
i nadpłynął młody błysk.

Jakub Ekier

środa, 31 marca 2010

Paul Celan "Fuga śmierci"

Orkiestra grająca "Tango śmierci" w obozie Janowskim, Lwów, ok. 1942.
Zdjęcie z dziewiątego numeru "Krasnogrudy".

Todesfuge (Fuga śmierci) to niewątpliwie najpopularniejszy utwór Celana. Powstał prawdopodobnie w roku 1945, być może w 1944. Pierwszy raz w wersji rumuńskojęzycznej pod tytułem Tangoul mortii (Tango śmierci) opublikowany został na łamach dziennika Contemporanul z 1947 roku. W oryginalnej, niemieckojęzycznej Fuga śmierci światło dzienne ujrzała w 1948 roku, wchodząc w skład tomu Der Sand aus den Urnen (Piasek z urn). Natomiast swoją sławę zdobywać zaczęła wraz z tomikiem Mohn und Gedächtnis (Mak i pamięć) z 1952. Fuga śmierci, ale też inne wiersze z tej książki, zdaniem Claire Goll miały być plagiatem utworów jej męża, poety Yvan Goll z tomu Traumakraut (1951). Zarzut był oczywiście chybiony, aczkolwiek zrodziła się z tego większa afera, która swoje odcisnęła na Celanie.
Utwór dotyczy autentycznych zdarzeń związanych z Holokaustem. W kilku nazistowskich obozach śmierci, w Lublinie, obozie Janowskim, ale też w Auschwitz, część skazanych była zmuszana przez hitlerowców do grania tzw. „Tanga śmierci”, gdy tymczasem inni więźniowie mieli kopać groby.
Sama konstrukcja tekstu przypomina zasady kompozycji muzycznej fugi.


FUGA ŚMIERCI

Czarne mleko świtu pijemy je w wieczór
pijemy w południe i rano pijemy je nocą
pijemy pijemy
kopiemy grób w przestworzach nic w nim nie uwiera
Mieszka w domu mężczyzna igra z wężami i pisze
pisze o zmierzchu do Niemiec twe włosy złote Margareto
napisał wychodzi przed dom iskrzą się gwiazdy gwiżdżąc zwołuje swą
sforę
gwiżdżąc zwołuje swych Żydów każe im grób kopać w ziemi
rozkaz wydaje nam zagrajcie do tańca

Czarne mleko świtu pijemy cię nocą
pijemy cię rano w południe pijemy cię w wieczór
pijemy pijemy
Mieszka w domu mężczyzna igra z wężami pisze
gdy zmierzcha pisze do Niemiec twe włosy złote Margareto
Twe włosy popielne Sulamito kopiemy grób w przestworzach nic w nim
nie uwiera

Woła głębiej wbijcie się w glebę hej wy tam a wy tam grajcie
śpiewajcie
sięga po żelazo za pasem wywija nim jego oczy niebieskie
szpadlami wbijcie się głębiej hej wy tam a wy tam grajcie dalej do
tańca

Czarne mleko świtu pijemy nocą
pijemy cię w południe i rano pijemy cię w wieczór
pijemy pijemy
Mieszka w domu mężczyzna twe włosy złote Margareto
twe włosy popielne Sulamito igra z wężami
Czulej śmierć swą grą wzywajcie śmierć jest mistrzem z Niemiec
woła ciemniej ciągnijcie smyczki wznieście się z dymem w powietrze
znajdziecie swój grób w obłokach nic w nim nie uwiera

Czarne mleko świtu pijemy cię nocą
pijemy w południe śmierć jest mistrzem z Niemiec
pijemy cię wieczorem i rankiem pijemy pijemy
śmierć jest mistrzem z Niemiec jej oko niebieskie
i trafi cię kulą z ołowiu i trafi cię celnie
Mieszka w domu mężczyzna twe włosy złote Margareto
i sforę swą na nas szczuje i daje nam grób w przestworzach
igra z wężami i śni śmierć jest mistrzem z Niemiec
twe włosy złote Margareto
twe włosy popielne Sulamito

Piotr Lachmann

(tłumaczenie Stanisława Jerzego Leca >>> tutaj)

Bibliografia:
Wichner E., Wiesner H., Zaplot metafor: od "Tęcz" Rose Ausländer do "Fugi śmierci" Paula Celana, przeł. L. Szaruga, w: "Krasnogruda", 1998 nr 9, s. 80-86.
Todesfuge [online]. [dostęp: 31 marca 2010]. Dostępny w Internecie: http://de.wikipedia.org/wiki/Todesfuge

Paul Celan "Jak wyżywasz we mnie"

JAK WYŻYWASZ WE MNIE swoją śmierć
nawet ostatnim
zdartym
suple tchu
tkwisz jedną
drzazgą -
życiem.

Jakub Ekier