Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sosnowski Andrzej. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sosnowski Andrzej. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 29 maja 2014

Andrzej Sosnowski "Tachymetria"



Andrzej Sosnowski kończy dziś 55 lat. Nigdy nie ukrywałem, że to mój absolutnie ulubiony poeta, toteż opublikowanie tego urodzinowego wpisu uważam za obowiązek. Drogiemu autorowi Stancji życzę wszystkiego dobrego!


Tachymetria


                    E.


Kiedyś te domy przejdzie wiatr 
szyby nabiegną tęczą jak wodospad 
obudzimy się w zimnych pokojach 
zdjęcia sfruną ze ścian i rzecz 
nie przyzna się do rzeczy i głos 
załamie się gdy cyfry na tarczach 
zamienią się miejscami 
teraz tak jest że mamy wiatr 
niech już zostanie na zawsze 

I na czworakach poszukamy starych 
listów i jak pajęczyna będzie czas 
na mojej twarzy jak zetlałe płótno 
farba na twoich palcach Uważaj 
nie skalecz się Pleśń jest dobra 
siwy chleb pajęczyna i słońce 
A słońce wejdzie po schodach 
i wyskoczy przez wybite okna 
teraz tak jest że mamy blask 
niech już zostanie na zawsze 

A życie będzie nocą na horyzoncie 
łuną otoczoną pierścieniem neonów 
i autostrad Saturn Dziecko bez tchu 
przybiegnie nad krawężnik W oczach 
błyśnie aureola z aut więc wróci 
żeby nam śpiewać nowinę lecz my 
będziemy przetrząsać pola i pleść 
szare ogniska z folii 
teraz tak jest że mamy mróz 
niech już zostanie na zawsze 

Czujesz ten błysk w węźle gardła? 
To czułość Już nic nie pamiętam 
Słońce leci z zachodu na wschód 
stawia nam włosy na głowie i robi się 
tak ciepło wyciągnij dłonie 
W te domy w końcu włożą dynamity 
i obłok będzie jak wzruszenie ramion 
popielaty upadek jak ukłon 
teraz tak jest że mamy strach 
niech już zostanie na zawsze


|A. Sosnowski, Stancje, Lublin 1997, s. 64-65.|

piątek, 21 lutego 2014

Andrzej Sosnowski "Szerokość poetycka zero"


Z szerokościami geograficznymi u Sosnowskiego było tak, że najpierw dostaliśmy konkrety. Korea z jego debiutu (Życie na Korei, 1992) to osiedle przy ulicy Domaniewskiej w Warszawie, gdzie poeta zamieszkał w połowie lat 80. W samych wierszach z tego tomu ponadto bez trudności możemy rozpoznać ogródki działkowe na ul. Niepodległości, Biebrzę, rezerwat przyrody Czerwone Bagno, czy nadnarwiańskie łąki. A później Sosnowski wyjechał do Ameryki (biograficznie i bibliograficznie, bo tam napisał Nouvelles impressions d’Amerique, 1994) i kiedy wrócił to wylądował niby na Helu (tomik Sezon na Helu, 1994), ale tak naprawdę pod szerokością poetycką zero. Bo od tej pory wszystko zaczęło się u niego gmatwać, i te wiersze, ich język, dla niektórych nie do przejścia, i przestrzenie, bowiem później były już tylko jakieś stancje, taksówki, w końcu podróż po grzbiecie tęczy, która ostatecznie zamarzła i się rozpadła. I tak to jest z tym Sosnowskim.


Szerokość poetycka zero


Może właśnie takim ktoś cię pokocha,
zawiesił głos w tunelu. Lecz myśl
pomknęła górą przez hałas rozjazdów
a nasze ciała powlókł skafander
snu, nabraliśmy szybkości i serce
zakołysało się w gardle jak łza
gdy nastawnie, hangary, neony,
krwotok detali w pociemniałych oczach
błyskał za nami jak warkocz komety -
jakiś bóg tam pracował po wszystkich godzinach.
- To książki palą się w rękach - krzyknął X, a
ja: - Czy ktoś poprosi mnie jeszcze o przedmowę
do książki telefonicznej tego miasta? - A Z: -
Prędzej o posłowie. - I nikt nie odnajdzie
pod tą szerokością nas lekkich niczym
pośpiech światła w tunelu, owal
lampki na jego bezimiennym grobie?
Na końcu światła jest tunel.


|A. Sosnowski, Pozytywki i marienbadki, Wrocław 2009, s. 145.|

poniedziałek, 18 lutego 2013

Andrzej Sosnowski "Czy wiesz jak rozpoznać anioła?"


Fragment XVII części Nouvelles impressions d'Amerique (1994) Andrzeja Sosnowskiego przepisany jako wiersz w książeczce Rozmówki polsko-an(g)ielskie (1997; seria "Barbarzyńcy i nie"):


Czy wiesz jak rozpoznać anioła?


Ucz się muzyki, Sokratesie: nie ma w tej
historii żadnej uprzywilejowanej chwili,
żadnego ośrodka znaczeń, a tylko
pokrętny taniec lokalnych skupisk sensu,
które ulegają ciągłym i bardzo
szybkim metamorfozom. Dlatego właśnie
anioł tak, zdawałoby się, frywolnie mówi
"jestem tu", "jestem tam", mając w zasadzie
na myśli "nie ma mnie tu, ani tam",
a w istocie "jestem, który nie jestem".
Jest on bowiem czystą negatywnością
pośród koczujących znaczeń, pustym tchnieniem,
szeptem mowy uwolnionej od rzeczy, ruchem
łodzi zerwanej z kotwicy. Upadek aniołów
spowodowany został przeciążeniem mowy
nadmiarem znaczenia. Pycha non serviam
to melancholia umysłu zakładającego 
eleganckie ośrodki sensu.


A. Sosnowski, Rozmówki polsko-an(g)ielskie, Legnica 1997, s. 16 (68).

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Spotkanie z Andrzejem Sosnowskim 13 kwietnia w Białymstoku

Andrzej Sosnowski w Teatrze TrzyRzecze

Sosnowski i autor Sfereo

fot. Sandra Bujno

czwartek, 12 kwietnia 2012

Andrzej Sosnowski "Acte manqué"


Jutro prowadzę spotkanie z Andrzejem Sosnowskim w Białymstoku. Wszystkich słuchaczy z okolic serdecznie zapraszam. Impreza odbywa się w ramach cyklu "Wiersz wychodzi z domu", dlatego puszczam dziś kawałek, gdzie ta fraza pojawiła się po raz pierwszy.

Acte manqué

Cóż, może w innym sezonie ogrzewczym
jakiś miły nocleg w naszej starej bazie
lub wpadnij do nas na kieliszek chleba.
Wiersz wychodzi z domu i nigdy nie wraca
a gwiazda dalej pulsuje w przestrzeni komicznej
jak zielone oko magnetofonu, latarnia
magiczna, choć co pod nią było morzem,
muzyka, ciemny pokój, taniec czy też przyszłość
którą napoczyna zdziwiona dłoń
w rozporku spiętym agrafką? Jestem
niegotowy, mam na palcach zapach
oranżady w proszku i mleko
pod nosem, stara maleńka.

Zapomniałem się i co na to egzekutywa?
Są usterki na łączach poza granicami
i ktoś inny bawi się w konferansjerkę.
Niesprawni znawcy? Symptomy, sygnały
tryskające po linii zaciekłego oporu
czy gejzery pary nad wlotami włazów? Np.
tamta śmieszna dziewczyna z tropikiem
pomarańczowych włosów rozbita wprost
na gołej ziemi, same szpilki i śledzie, ech,
kurwa, skóra i kości, rzekłbym.
Wyjąłeś mi to z ust.

My, nieznani sprawcy na sennych biwakach.
Powiedzieć to inaczej niż tak i niż nie.

Z tomu Sezon na Helu (1994)

piątek, 21 października 2011

David Bowie & Andrzej Sosnowski, cz. 1


Miałem nazywać się Norbert, ale pewnego dnia moja ciężarna matka przeglądając Pismo Święte krzyknęła do siedzącego obok męża:
- Dawid!
- Dawid? – zdziwił się ojciec – Daj spokój. Nie pasuje.
- Ale patrz! Dawid Bowie – mama nigdy nie dawała za wygraną.
- No! Może być!
Bo mój ojciec był mocno zafascynowany elegancją brytyjskiego muzyka z czasów Tonight. Do dziś nosi identyczną fryzurę, którą podpatrzył chyba w teledysku do Blue Jean. No, a ja zostałem Dawidem. Po królu i poecie oraz po gwieździe rocka (chociaż wówczas flirtowała ona akurat z miernym popem).
To była kwestia czasu, kiedy sięgnąłem po muzykę Bowiego. Zaczęło się w liceum od Earthling, bo tylko ten album znalazłem na kasecie w moim prowincjonalnym rodzinnym miasteczku. Ale to dopiero od wysłuchania The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars, które udało mi się potem dorwać, stałem się fanem. Kilka lat później, w momencie, gdy odkryłem dla siebie poezję Andrzeja Sosnowskiego, nie wiedziałem, że też słucha Bowiego. Najpierw on stał się moim ulubionym poetą, a później okazało się, że mamy wspólnego ulubionego muzyka. Taki drobny zbieg okoliczności.
Poniższe kawałki Bowiego pochodzą z Low (1977) – pierwszej części tzw. „trylogii berlińskiej”, niewątpliwie jednej z jego najlepszych płyt. Natomiast wiersze Sosnowskiego opublikowane zostały w tomiku z poematem Gdzie koniec tęczy nie dotyka ziemi (2005).



Tempo życia

Co? Nic. Patrzę. Zasypiam.
Okno, łóżko i mrok. Chłodny
dreszcz to minimum sensacji
pod kocem, z głową schowaną
w sny. Sny mają być jak piasek
i są. W ustach. Na ustach piach,
klej, pajęczyna i śmiech,
klej, pajęczyna i piach. K, p, p,
ppppppppppppppppppppppppp!
A fatal error has occured. Pisz
po polsku. Nic Straszliwy błąd
miał tu miejsce. Zdarzył się i
wystąpił. Z brzegów? Z pro-
pozycją. Z bezbrzeżną post-

pozycją.



„Nowa kariera w nowym mieście”

Śmierć autora inauguruje promocję jego nowej książki
(choć nic nie zmieni faktu, że autora nie ma wśród nas).
Jego duch żyje wśród nas, tak jak grawiton i koronium.
Jego duch żyje pośród nas.
Na księżycu mają już podobno pierwszy adres e-mail,
promocyjny adres dla wszystkich: moon@moon.xnet
Począwszy od dzisiaj można wysyłać wiadomości.
Astronauci odbiorą listy za niewiele lat.
Śmierć autora inauguruje promocję jego nowej książki
(choć nic nie zmieni faktu, że autora nie ma wśród nas).
Jego duch żyje wśród nas, tak jak grawiton i koronium.
Jego duch żyje pośród nas.
Na księżycu mają już podobno pierwszy adres e-mail,
promocyjny adres dla wszystkich: moon@moon.xnet
Począwszy od dzisiaj można wysyłać wiadomości.
Astronauci odbiorą listy za niewiele lat.

sobota, 18 czerwca 2011

Andrzej Sosnowski " biegnę do ciebie i tak błogo się rozpadam"

Miałem trochę wystopować z Sosnowskim na Sfereo, dać Wam – drodzy słuchacze – odetchnąć (szczególnie Tobie, Tomasz), ale dziś ogłoszono laureatów szóstej edycji Nagrody Literackiej Gdynia i „Nagrodę Osobną” zgarnął właśnie autor poems. Także sami rozumiecie.

*

biegnę do ciebie i tak błogo się rozpadam
mój profil ładnie świeci i miota się w sieci
trafne przerzuty z nieświadomych węzłów
chłonnych składni wypromieniowanych
w czerniach ekranu są jak naciek widm
tkanek mar i rdzawy krzyk w polimerach
nekromycyna i neantyzyna siostro
gdy gustaw digimorfuje w konrada
w blaskach acetonu i poświatach próżni
dalsze mutacje bez iluminacji
konrad jowisz sens na małą skalę
halo ale ale
jeszcze detale
w oryginale

sobota, 30 kwietnia 2011

Andrzej Sosnowski "zabawy wiosenne"


Na długi majowy weekend powtórnie zabawy wiosenne Sosnowskiego, tym razem z wplecionymi w wiersz linkami. Proponuję więc nomen omen pewną zabawę z tym tekstem.
A jeśli wyłapiecie coś, czego nie zauważyłem lub jeśli będziecie mieć dowolne skojarzenia, swoje linki umieszczajcie w komentarzach!

zabawy wiosenne


śmiech nad rzeką zorzynku i lampiony
seraje lampionów i punktowy kolczyk
wesoły pilot na parkingu swallow me
i tylne siedzenie zdezelowanego fiata
i starzy kumple niezawodnie kapitalni
z koksem mandoliną i obwarzankami
i zapach marzanki pod markizą żywca
zaraz po deszczu tobie tylko podaruję
te żyłki światła i kosmyki cienia
grudkę rozgrzanej ziemi głuchy szept

pieprzyć twój daleki głos w słuchawce
pieprzyć krople rosy na gałązce bzu
łzy olch nad młynem gdzieżeś światło
kwiaty żylistka świerzop widok delft
jaki był twój ostatni czar wizażystko
ostatnie waginalia wypadły tak blado
kolejne horrendalia już bez rewelacji
już jest po tęczy po kolędzie będzie
napalm dla biednych ludzi napalm
jest dobry czy aby jeszcze istnieje

nikt nie wiedział ile poezji mamy w życiu
póki nie zaczęliśmy spieszyć się i kochać
ludzi którzy tak szybko biegną siostro
sygnał satelity zawsze będzie z tobą
stacja nazywa się cagliostro siostro
czy ty na pewno wiesz co tu robisz dave
szukam punktu g w tym hotelu señoritas
ślęczę w układach scalonych mikro makro
3001 ta odyseja jest logiczna
3001 zgłoś się teraz zgłoś się

w paśmie od dada do trzy cztery lewa
w hotelu płoną łóżka i kończy się doba
słychać syreny zaraz będzie woda
co to za szelest woda przy drzwiach
co to za szmer co za noise nic nic

to tak lądujemy w spamhaus honey
od tej pory życie idzie jako spam
3001 ta odyseja jest logiczna
3001 zgłoś się teraz zgłoś się
hush little baby don’t you cry

na całym obiekcie tylko jeden senior
jeden menedżer działu i żadnej ochrony
inni seniorzy wyjechali na szkolenie
norbi z anetą na pewno się pokłócą
ziba wypije cztery piwa w sfinksie
tunia i kalisia będą grały w oczko
goodson ruszy w miasto i się zgubi
bésame mucho fever love me tender
you cancan cancer marika i arnika
lolita i guernica augentrost

see nijinsky do the strandsky
szpulo z celuloidem ziemio astronautko
jazz to jest paryż a paryż to jazz
mówimy pa pa chwilo byłaś raczej piękna
nucąc pa pa pop drodzy zamorscy koledzy
płynąc w uśpionej kopalni uranu w kanu
fred i ginger trup człowieka z reno
marilyn and john f. dancing
reeling through niagara falls

wycofać się za jeden czy za inny biegun
z rumieńcem który stopi wszystkie lody
zamach chłodniejszy niż algida
masz pocztówkę z cv portfolio na dłoni
szukasz zajęcia w branży lethal vodka
leta i vodka w ciemnym stały domu
szukasz etatu w firmie lethal vodka
lethal vodka martinis
aplikujmy suplikujmy

zawczasu tylko aborcja
eutanazja poniewczasie
ciebie prosimy
inaczej

lemon bloody cola
inaczej

totus tuus siostro
venus im pelz siostro

lethal się skończył
i pop się skończył
i jest all time low
pa pa pam


środa, 9 marca 2011

Andrzej Sosnowski "Pomona i Wertumnus"

Ferdinand Bol, Vertumnus and Pomona

"Pantum, forma malajska (pantun), w literaturze malajskiej znany jest od XV stulecia, posiada jednak znacznie dłuższą historię, tyle że niepiśmienną, głównie ludową, świąteczną i obrzędową. (...) Bardzo prosta reguła polega na tym, że druga i czwarta linijka każdej strofy powracają jako pierwsza i trzecia linijka strofy następnej. (...) Pantum jest narkotyczny, pantum pochłania i paraliżuje. Pochłania, ponieważ każdy kolejny wers ciągnie autora za rękę.”
A. Sosnowski, stąd

„Wtedy właśnie można dojść do tego językowego przesunięcia, można się znaleźć w zupełnie nieoczekiwanych rejonach, ponieważ język pod rygorem zaczyna w pewnej chwili pracować na swój własny rachunek.”
A.Sosnowski, Trop w trop, Wrocław 2010, s. 44.

„W Sezonie na Helu pojawia się pantum pod tytułem Pomona i Wertumnus, forma akcentująca mechaniczność i repetytywność języka, a zatem to wszystko, co język potrafi „sam” zrobić, na swój sposób, sposób, w jaki nami gra i nas wypowiada. Interesuje mnie takie podążanie za „furią” języka i pokazywanie, w jaki sposób pewnego rodzaju „zawiązek” słowny sam się napędza i jakie są tego efekty artystyczne”
Tamże, s. 77.

Pomona i Wertumnus


Swawolne witraże i lubieżne freski,
żelazne powoje w parterowych oknach –
nie myśl Pomono, żem zmyślił ten świat
i przęsła twoich marzeń, Wertumnusie.

Żelazne powoje w parterowych oknach
mówią, że miasto okupują dzieci.
I przęsła twoich marzeń, Wertumnusie
są jak uśmiech miasta na końcu ulicy.

Mówią, że miasto okupują dzieci.
Losy tych dzieci nie budzą ciekawości.
Są jak uśmiech miasta na końcu ulicy
w godzinie czarnej od wielkiego słońca.

Losy tych dzieci nie budzą ciekawości.
Dzieci tych dzieci chyba już nie będzie
w godzinie czarnej od wielkiego słońca
kiedy czas zrobi salto i zapadnie noc.

Dzieci tych dzieci chyba już nie będzie
po końcu historii na barwnej planecie
kiedy czas zrobi salto i zapadnie noc
i wzejdą frywolne gry w noktowizorach.

Po końcu historii na barwnej planecie
tak dokładnie zobaczą iglicę katedry
i wzejdą frywolne gry w noktowizorach
w cieniu strzykawki na ścianie tunelu.

Tak dokładnie zobaczą iglicę katedry,
swawolne witraże i lubieżne freski
w cieniu strzykawki na ścianie tunelu.
Nie myśl Pomono, żem zmyślił ten świat.

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Andrzej Sosnowski "zabawy wiosenne"

Na pierwszą rocznicę prezentuję sobie zabawy wiosenne Sosnowskiego z tomu poems. Dla mnie jest to zdecydowanie najważniejszy wiersz zeszłego roku. Wprawdzie za oknem śniegu co niemiara, ale – jak powiedział mi ostatnio pewien taksówkarz – „z każdym dniem coraz bliżej wiosny”.
Dołączam klip muzyczny Sosnowski & Chain Smokers do tegoż kawałka (uwaga: opuszczone są tu dwie pierwsze strofy).



zabawy wiosenne


śmiech nad rzeką zorzynku i lampiony
seraje lampionów i punktowy kolczyk
wesoły pilot na parkingu swallow me
i tylne siedzenie zdezelowanego fiata
i starzy kumple niezawodnie kapitalni
z koksem mandoliną i obwarzankami
i zapach marzanki pod markizą żywca
zaraz po deszczu tobie tylko podaruję
te żyłki światła i kosmyki cienia
grudkę rozgrzanej ziemi głuchy szept

pieprzyć twój daleki głos w słuchawce
pieprzyć krople rosy na gałązce bzu
łzy olch nad młynem gdzieżeś światło
kwiaty żylistka świerzop widok delft
jaki był twój ostatni czar wizażystko
ostatnie waginalia wypadły tak blado
kolejne horrendalia już bez rewelacji
już jest po tęczy po kolędzie będzie
napalm dla biednych ludzi napalm
jest dobry czy aby jeszcze istnieje

nikt nie wiedział ile poezji mamy w życiu
póki nie zaczęliśmy spieszyć się i kochać
ludzi którzy tak szybko biegną siostro
sygnał satelity zawsze będzie z tobą
stacja nazywa się cagliostro siostro
czy ty na pewno wiesz co tu robisz dave
szukam punktu g w tym hotelu señoritas
ślęczę w układach scalonych mikro makro
3001 ta odyseja jest logiczna
3001 zgłoś się teraz zgłoś się

w paśmie od dada do trzy cztery lewa
w hotelu płoną łóżka i kończy się doba
słychać syreny zaraz będzie woda
co to za szelest woda przy drzwiach
co to za szmer co za noise nic nic
to tak lądujemy w spamhaus honey
od tej pory życie idzie jako spam
3001 ta odyseja jest logiczna
3001 zgłoś się teraz zgłoś się
hush little baby don’t you cry

na całym obiekcie tylko jeden senior
jeden menedżer działu i żadnej ochrony
inni seniorzy wyjechali na szkolenie
norbi z anetą na pewno się pokłócą
ziba wypije cztery piwa w sfinksie
tunia i kalisia będą grały w oczko
goodson ruszy w miasto i się zgubi
bésame mucho fever love me tender
you cancan cancer marika i arnika
lolita i guernica augentrost

see nijinsky do the strandsky
szpulo z celuloidem ziemio astronautko
jazz to jest paryż a paryż to jazz
mówimy pa pa chwilo byłaś raczej piękna
nucąc pa pa pop drodzy zamorscy koledzy
płynąc w uśpionej kopalni uranu w kanu
fred i ginger trup człowieka z reno
marilyn and john f. dancing
reeling through niagara falls

wycofać się za jeden czy za inny biegun
z rumieńcem który stopi wszystkie lody
zamach chłodniejszy niż algida
masz pocztówkę z cv portfolio na dłoni
szukasz zajęcia w branży lethal vodka
leta i vodka w ciemnym stały domu
szukasz etatu w firmie lethal vodka
lethal vodka martinis
aplikujmy suplikujmy

zawczasu tylko aborcja
eutanazja poniewczasie
ciebie prosimy
inaczej

lemon bloody cola
inaczej

totus tuus siostro
venus im pelz siostro

lethal się skończył
i pop się skończył
i jest all time low
pa pa pam

wtorek, 10 sierpnia 2010

Andrzej Sosnowski na culture.pl

Na stronie culture.pl można obejrzeć piąty odcinek Kwestionariusza Fahrenheita. Tym razem krótki wywiad z Andrzejem Sosnowskim. Poniżej zwiastun:

piątek, 30 lipca 2010

Andrzej Sosnowski "poems"

„You promised me poems”. Obiecane poems to najnowszy tomik Andrzeja Sosnowskiego. Poeta dotrzymał słowa „i co z tego wyszło”? Książka „wciągająca czytelnika w wielopoziomową grę słów, melodii, rytmów i tropów” – odpowiada nam zakładka. „Wciągająca”, ale i pozostawiająca go samemu sobie. Bo, obok utworu Tricky’ego, autor przede wszystkim odsyła do książki, która... nie istnieje (ponoć jedyne dwie o niej wzmianki w sieci to mistyfikacja). Pomocne nie okażą się również wszystkie te pomniejsze odwołania, cytaty (niby dla ułatwienia oznaczone kursywą), linki podane na końcu. poems w ogóle wydają się być śmielszym niż dotychczas miksem obrazów poetyckich, języków, chciałoby się rzec – sampli (i nie tylko na pierwszy rzut, bo przeczytałem to już tyle razy, że niedługo będę recytował). Dlatego pomyślałem, iż nie puszczę Wam jakiegoś wybranego wiersza z tej książki, a „zsampluję” z tych tekstów. Wyciąłem więc poszczególne wersy wedle uznania i pospiesznie je skleiłem w poniższą całość.


Pauza. Wbiega Chór.

*

obiecałem ci wiersze i co z tego wyszło
co było nam pisane monotonna muzo

*

jaki dziwny letargiczny trans

*

pomalutku mówię mój głos ma tyle warstw
sto warstw scenicznych szeptów i uskoków

*

co to za szmer co za noise nic nic

*

wymawiam głoski jak obrzękłe nuty
wyciągam wiersze jak żelazne druty

*

czy mówi tu życie jeszcze swoim głosem

*

niewinnie bez serca i z daleka
doktor caligari recytuje świat
prosimy trochę głośniej
dottore
tu nie warto nawet spać cesare
słońce szybkie jak duch
wyszło świeci zachodzi
nie da się tu zdążyć na sen

albo i śpij cesare w taką noc
a jak długo będę żył dottore
a do białego poranka cesare
(ty zaś trochę krócej alanie)

*

nikt nie wiedział ile poezji mamy w życiu
póki nie zaczęliśmy spieszyć się i kochać
ludzi którzy tak szybko biegną siostro
sygnał satelity zawsze będzie z tobą

*

biegnę do ciebie i tak błogo się rozpadam

*

spytamy o rzekę heraklita o jej dno i zaczepienie

*

śmiech nad rzeką zorzynku i lampiony

*

mówimy pa pa chwilo byłaś raczej piękna
nucąc pa pa pop drodzy zamorscy koledzy

*

i pop się skończył
i jest all time low

*

po prawej jego gwiazda wracała do nocy
jaki był twój ostatni czar astronautko

*

Chór pada na twarz.

piątek, 11 czerwca 2010

Andrzej Sosnowski "Wiersz dla czytelnika"


Przepraszam, że znowu Taxi (szczególnie, kiedy chwilę temu wydano najnowsze poems), ale ta książka okazała się być dla mnie czymś naprawdę osobistym.

- Take me to the New Theatre - said the fare. - Which one, sir? - asked the taxy driver. Ładne? To z londyńskiej gazety codziennej, rok 1909. (…) Krzysztof Siwczyk ostatecznie przekonał mnie do rzuconego mimochodem tytułu, kiedy powiedział: - Tak, tak. Człowiek wychodzi w nocy na ulicę i mówi już tylko jedno słowo: taxi! - Jechaliśmy wtedy nocą dobry kawałek drogi taksówką z Mikołowa do Gliwic i ta uwaga wydała mi się jakoś ogólnie i sytuacyjnie bardzo trafna, a nigdy wcześniej o czymś takim nie pomyślałem. Taxi jest więc pod szyldem Take me to the New Theatre (Which one, sir). Taxi to są też pewnie jakieś chwilowe stancje…”
(A. Sosnowski, Dziewczynka z zapałkami i bez (parrhesia), rozmawiała J. Fiedorczuk, tutaj)


Wiersz dla czytelnika


Zamglone jezioro. W drodze nad zatokę
mieliśmy deszcz na twarzach i poziomki w ustach.
Nic nie chciało się przetrzeć. Rzęsiste horyzonty.
Zapadał wieczór, zrywając czarny brezent.

Z czasem księżyc. Obok szkielet ryby,
czyli chmura, ale promienna jak ażurowy abażur.
A potem arkosolium w ścianie leśnego bunkra,
do którego prowadził nasz poziomkowy okop...
nie, to zbyt piękne. Inscenizowane
w chińskich półcieniach specjalnie dla ciebie.
Nie przygryzaj warg. Masz już krew na ustach.
To od tych poziomek. Chodźmy, nic tu nie ma.

Zorzynku. Co miałoby być, prócz tego, że nic?
Pamiętam deszcz kodów kreskowych w oczach,
kiedy zmieniłem cię w ćmę. Żegnaj.
Jak kokardka dymu wiążesz mi światło latarki,
miotasz się jak szalona i wpadasz w moje włosy.
W moich włosach nie ma schronienia dla ciem,
ćmo, moje włosy to piekło, ryzykowna przystań,
czarna matnia, Meduza, hańczańska rosiczka.
Teraz patrz. To hienady. Miej ostatnie słowo.

sobota, 5 czerwca 2010

Andrzej Sosnowski "Wiersz (Trackless)"


Wciąż czytam Taxi i jeszcze mną rzuca.




Wiersz (Trackless)


Wiersz traci pamięć za rogiem ulicy
W czarnym powietrzu brzmią wołania straży
Szukałem siostry i nie mogłem znaleźć
Nie miałem siostry więc nie mogłem szukać

Nie miałem siostry jak sięgnąć pamięcią
Wstecz wzdłuż ulicy której dawno nie ma
W naszej okolicy zgubi się w podwórkach
Nie zna białego ranka Pije w suterenach

Marzy godzinami przy murku śmietnika
Moje ciemne powieki ciężkie są od wina
Wiersz wychodzi z domu i nigdy nie wraca
Wiersz nie pamięta domu którego nie było

Dla tej ciemnej miłości dzikiego gatunku
Wstecz wzdłuż ulicy której dawno nie ma
Idzie bez pamięci i znika bez śladu
Nie ma wiersza pamięci siostry ani domu

sobota, 15 maja 2010

Andrzej Sosnowski "Jak zegarek pod poduszką"


Nic ważniejszego ostatnio się nie wydarzyło: Sosnowski mnie rozwalił!
Andrzej Sosnowski (ur. 1959), poeta osobny, osobliwy, dziwny i – co do tego nie mam wątpliwości – genialny. Moje największe odkrycie – obok Paula Celana – najbliższego minionego czasu.
Puszczam teskt (z tomiku Taxi; znajdziecie go również w zeszłorocznym zbiorze Pozytywki i marienbadki) oraz puszczam recytację samego autora.



Jak zegarek pod poduszką


Więc spróbujmy wypełnić aplikację. To błąd,
ale gwiżdżemy na błędy. I wtedy błędy przybiegają
i odbiegają jak niepyszne, wzniecając tumany kurzu,
całymi stadami, bez inkryminowanego przewodnika.

A potem zanikają w istocie jako gatunek wymarły.
A człowiek dziś, cóż, bez filmu, bez radia, bez gazety.
Człowiek pełen różnych monotonnych właściwości.
Mówisz ty, mówię ja, dzięcielina pała

i sprawdzają się najpiękniejsze metafory.
Sklepy robią się przestronniejsze niż lotniska.
Bohr? Speer. Spójrz na te sklepienia, firmamenty.
Wielka bania z poezją. Chwytliwa drezdenka.
Piersi wolności w epokowych reklamówkach
jakby specjalnie wyprofilowane pod Bohdana.

A tu jest papuga w odbiorniku i naśladuje kantorek.
Proszę o troje paciorek. Proszę o troje paciorek.
Coś mi świta.
Life's a gas, nucisz i śmiejesz się do świętojańskich stoisk.
I do mean babe, odpowiadam, bo nie jesteśmy tacy młodzi.
Musimy od kogoś pożyczyć na papugę.
Telewizor podrzucimy w domu dziecka.

Najlepiej jest jednak zaatakowane przedmioty spalić.

Wydłubiemy ze środka papugę, sprzedamy kantorek,
sprzedamy paciorek, sprzedamy kontenerek szkiełek,
złotych nitek, miedzianych drucików, zielonego pierza,
taśmy magnetycznej z kontyngentem szlagierów... i

banieczka? A jednak skrzynia z papugą zaczyna nam
ewoluować, demoniczne biureczko strzela szufladkami.
Kołatek wyrywa się na wolność!
Więc hop na kołatka
i chodu.