wtorek, 3 stycznia 2012

Dobry wieczór, to już dwa lata...


Sfereo stuknęły dziś dwa lata, więc na urodziny – niech to już będzie tradycja – przypominam najważniejszy dla mnie poetycki moment zeszłego roku. Tym razem była to książka piąte królestwo Romana Honeta. Poniżej jej fragment.

właściciel


śmierć śniła się mężczyźnie,
siadła naprzeciw niego i sikała. kości i pióra
powstawały z jej moczu i układały się w ptaki,
i lato, znowu oglądane z bliska
jak głowa larwy, biała w środku. należy ci się
cały świat – szeptała. i wtedy
ten uśpiony mężczyzna zapłakał,
jakby coś sobie przypomniał – czyjąś twarz lub rękę
i to, co potem: pustkę –
brak opancerzony, kiedy sen
mija, kiedy dni odchodzą


Wszystkim słuchaczom ogromne dzięki!

wtorek, 13 grudnia 2011

John Ashbery "Fala"

John Cage, River Rocks and Smoke, 4/11/90, #1

Biuro literackie zapowiedziało na 19 stycznia wydanie książki Cztery poematy autorstwa Johna Ashbery’ego, na którą składać się będą wszystkie utwory z tomu Three Poems (1972) oraz tytułowy wiersz ze zbioru A Wave (1984), wszystko w tłumaczeniu Andrzeja Sosnowskiego. Cudowna wiadomość!
Nie wiem, czy jest tego jakikolwiek sens, ale umieszczam poniżej pierwsze strofy tego ostatniego poematu. Potraktujcie to jako przedsmak.

Fala

[fragment]
Przejść przez ból i nic o nim nie wiedzieć,
Huk zatrzaśniętych nocą drzwi od auta.
Wynurzyć się w obszarze niewidzialnym.

A więc szczęście mówienia bez ogródek
Trochę późno otoczono czcią w tak różnych postaciach:
Niemy aktor, odurzony ideą męczeństwa przyszły święty;
I nasz pejzaż zaczął wyglądać tak jak dziś:
Częściowo nieostry, tu i tam nazbyt bliski, w średnim planie
Przystań spokoju, nieosiągalna, ze wszystkimi typami miłych
Ludzi i roślin, co budzą się przeciągają, zwracając
Na siebie uwagę z wszelkim kunsztem, do jakiego ludzki
Gatunek bywa zdolny. I powiedzieli, że to jest nasz dom.

Nikt nie przyszedł skorzystać z tych wczesnych
Odmian, dzwonek nigdy nie zadzwonił u drzwi;
Jednak każdy dzień tygodnia, kiedy wstał, znowu był
Jak prób miłości i rozpaczy. Rozśpiewany nocą
W czerni drzew: Mój głuptasku, o, mój głuptasku, o.
I mógł to być jakiś wtorek z ciemnymi, niespokojnymi chmurami,
Z kłębami białego dymu na ich tle i mokrymi ulicami pod spodem,
Które zdają się tak permamentne, a tu całkiem nagle zmiana sceny:
To już inna myśl, nowa koncepcja, coś przedstawionego
Dawno temu, co dopiero teraz właściwie zacznie działać
By wreszcie zniszczyć starożytną siatkę
Listów i dzienników, reklam cywilizacji.
Ona przechodzi przez ciebie, wynurza się po drugiej stronie
I jest teraz odległym miastem, ze wszystkimi
Możliwościami w całunie narracyjnego moratorium.
Kronikarze, którzy ją oczernili, poczciwi
Obywatele, dla których oznaczała zejście w dzień,
Są jej częścią, aczkolwiek nikt
Przy tobie nie stoi, gdy tak marudzisz i przedzierasz się przez czas,
Wyobrażając ją sobie jako coś, czym jest: rodzaj tragicznej euforii,
W której rozwinął się twój duch. I która w tobie ma usprawiedliwienie.

...

Andrzej Sosnowski

Fala publikowana była wcześniej w "Literaturze na świecie" (nr 7-8/2006). Tam również ukazał się tekst System z Three poems.

czwartek, 8 grudnia 2011

Marcin Sendecki "Zo"


Wiersz z najnowszej książki Marcina Sendeckiego. Tomik nazywa się Farsz, został wydany przez Biuro Literackie i wygląda bardzo ładnie, przyjemnie jest potrzymać i poczytać.

[Zo]

Wyjść pójść spojrzeć zobaczyć
Wrócić prędko i zalec przy szklance
Zostać zmyć zamknąć oczy zobaczyć
Wrócić prędko i zalec przy szklance

Rano kawa i napalm
Chwasty u wezgłowia
Niczyj szept na niżu

Jedna regularność w inną regularność
Parcela na wysoczyźnie w zatokę z przeceny
spada z miłym adieu, gusanito
Zorza pełznie na wskroś

Tępa beczka reguł
Rano martwy bark
Rao niczyj głos

środa, 7 grudnia 2011

Tymoteusz Karpowicz "Cisza"


Nareszcie! Już za tydzień (15 grudnia) ukaże się długo oczekiwany pierwszy tom Dzieł zebranych Tymoteusza Karpowicza (1921-2005), czołowego – obok Białoszewskiego – polskiego poety lingwisty. Książka, którą wydaje Biuro Literackie, zawierać będzie sześć pierwszych tomików autora, m.in. Kamienną muzykę (1958), z której pochodzi poniższy wiersz.

CISZA


Cisza ssie ziemię –
W wypatroszonym bębnie wąwozu
schną korzonki echa
niedostateczne by odżywić
nawet jeden oddech

Przerażony
chwytam za ręce:
ludzie oddychajmy
oddychajmy choć nie swoją siłą
żyjmy chociaż nie swymi sercami

Kiedy kamienie budzą się i płyną
w niebie zamiast ptaków –
poruszajmy choć nie swym ramieniem
byle drżało wokół nas powietrze

niedziela, 4 grudnia 2011

Paul Éluard "Linia twoich oczu"

Salvador Dali, Portret Paula Éluarda, 1929

Paul Éluard (1895-1952). Najwybitniejszy przedstawiciel surrealizmu w poezji.

Linia twoich oczu...


Linia twoich oczu obiega moje serce,
Obrót tańca i czułości,
Aureola czasu, nocna kołyska bezpieczna;
I jeśli już nie wiem, co dawniej przeżyłem,
To dlatego, że twoje oczy nie patrzyły na mnie zawsze.

Liście dnia i piana rosy,
Różany kwiat wiatru, pachnące uśmiechy,
Skrzydła kładące światło na ziemi,
Statki ładowane niebem i morzem,
Poławiacze odgłosów i źródła kolorów.

Zapachy rozkwitłe z wylęgu jutrzenek
Składanych zawsze na słomie gwiazd,
Jak dzień zależy od niewinności,
Tak świat zależy od twoich czystych oczu -
Krew moja cała płynie w twych spojrzeniach.

Adam Ważyk

W oryginale incipit utworu brzmi La courbe de mes yeux...
Wiersz pochodzi z tomu Capitale de la Douleur (Stolica bólu) z 1926 roku.

wtorek, 29 listopada 2011

Józef Czechowicz "przeczucia"



przeczucia
u czarnych okien wicher
brzęk choinkowych świecideł
wołam przychyl sie przychyl
twarzą ślepą
niewidzialny trzepot
szepce idę

więc wówczas pokoju przestrzeń ściany
zbratane z sufitem czworgiem krawędzi góra
siny grzmot przekłuwa na wskroś
pochłania łóżko szafę obrazy stół
więc
jest wielki obszar pod chmurą
ciemny to dół
echem zalany
nawinięty na grzmotu oś

chyba tak płomień szumi
spalając jodłowe wieńce
gdym umilkł
oparłszy głowę na ręce
szumiącą głowę
szumiącą głowę

rozszerzają się mroki granatowe na wszystko
na światłość kobiet
na szybkich pociągów
przytupujący po polach takt
fontanny biura bitwy czeluście szacht
szarość armat wieczorów posągów

zjawiska dawne nowe
dogasają ciemnoaniołowe
smugą się leje powolną ni dobra ni zła ni dziwna
ni śmieszna ni straszna
trwoga
po prostu zimna
jak prąd wichru ze szczelin u proga

z tomu ballada z tamtej strony (1932)

wtorek, 1 listopada 2011

Stanisław Barańczak "Święto Zmarłych" & Bohdan Zadura "01/11/2002"

Na dzisiejszą okazję fragment Dziennika porannego:

Święto Zmarłych


Podają sobie ręce
pod ziemią; leżąc na wznak, rozpychają
łokciami zgniłe deski, rozgarniają dłońmi
glebę, korzenie traw, odłamki próchna; milcząc
spiskują przeciw nam, zbierają siły;
zbyt wielu ich już;

zbyt wielu, skulonych
w brzemiennych brzuchach grobów, które sterczą
tak kanciasto, że pęka ich ziemista skóra;
a oni rosną wewnątrz i rośnie im w płucach
ostatni przechowany haust powietrza, choć
przebiliśmy im piersi poprzez ziemię kołkiem
krzyża;

za lekka ziemia im i przegnił krzyż,
więc po to ta okrągła data: byśmy mogli
choć raz do roku za jednym zamachem
przywalić ich wieńcami, przygwoździć świecami
i przydusić nabożnym kolanem, aż stracą
nagromadzone siły, aż rozerwą
podziemny łańcuch rąk, opasający Ziemię.


oraz bonus od Zadury z Kopca Kreta:

01/11/2002

wyślij życzenia - przypomina portal wp

wszystkim świętym?